piątek, 15 kwietnia 2011
Problemy z koncentracją po odstawieniu nikotyny

Rzucanie palenia nie jest proste. Jednym z nieprzyjemnych skutków odstawienia papierosów jest problem z koncentracją. Spowodowany jest on zmniejszeniem się ilości nikotyny we krwi. Niestety może znacznie utrudnić moment odzwyczajania się od palenia papierosów. Jest to jeden z najważniejszych elementów, którym musimy się zająć, jeżeli chcemy, aby nasze "rzucanie" było skuteczne.

 


Problemy z utrzymaniem koncentracji są, jak napisałem, bardzo niebezpieczne w trakcie odstawianie papierosów.

Stałym elementem tego momentu w życiu są trudne do opanowania gonitwy myśli, które zazwyczaj prowadzą do jednego miejsca: chęci zapalenia papierosa. Wówczas przydałaby się właśnie dobra koncetracja, która pozwoliłaby na odwróceniu uwagi od palenia. Niestety wszelki wysiłek może okazać się mało efektywny. Co z tego, że dla relaksu sięgniemy po ulubioną książkę, skoro i tak po kilku stronach, nie mogąc skupić się na czytaniu, przypomnimy sobie, że chcemy zapalić. Co z tego, że włączymy ulubiony serial, skoro problemy z dłuższym utrzymaniem uwagi, nie pozwolą nam na rozrywkę płynącą z oglądania? I wtedy znowu sobie przypomnimy o paleniu.

Problem z koncentracją nie polega zatem na tym, że nie możemy przeczytać książki, czy skupić się na oglądaniu filmu, ale na tym, że z tego powodu nie jesteśmy w stanie zapomnieć o paleniu papierosów. A przecież o to właśnie chodzi. Jeżeli nie jesteśmy w stanie skupić się na wykonywanej czynności, nasze myśli znowu polecą w strone palenia.

Co zatem zrobić, skoro problemy z koncentracją są nieodłącznym elementem odstawiania nikotyny?

Najważniejsze to dostarczyć, jak najwięcej tlenu do mózgu, który dzięki temu zacznie lepiej pracować. Kilka głębokich wdechów, albo dla bardziej ambitnych, wysiłek fizyczny na dworze powinien załatwić sprawę.

Niżej zamieszczę parę ćwiczeń na koncentrację. (Część sam sprawdziłem. Działają!)

Ćwiczenie z tekstem.

Bierzemy tekst. Wybieramy jedno zdanie i czytamy je. Bardzo uważnie i dokładnie. Totalna koncentracja i skupienie. Tak jak to było w trakcie nauki czytania. Uważnie czytamy krótką partię tekstu. Jeżeli wszystko zapamietaliśmy, to czytamy dalej. Tą metodą, co prawda, nie przeczytamy Lalki Bolesława Prusa, ale im dłużej będziemy ćwiczyć, tym mniejsze bedą nasze problemy z koncentracją.

Ćwiczenie 2

Wyciągamy przed siebie wyprostowaną rękę i próbujemy zminimalizować jej drgania. Całą swoją uwagę skupiamy tylko na tej jednej czynności. Następnie dodajemy jeszcze jedną rękę i robimy to samo, starając się utrzymać je w bezruchu jak najdłużej.

 

Tego typu proste czynności pomogą nam poprawić koncentrację.

Warto również wzbogacić naszą dietę o większe ilości warzyw, owoców, ryb i orzechów.

Powodzenia! :-)

sobota, 09 kwietnia 2011
Wiosenne porządki? Zrezygnuj z palenia w domu!

To jest kolejny wpis z serii o długotrwałym rzucaniu palenia (czy też po prostu jego stopniowym ograniczaniu). Dzisiaj o bardzo ważnej inicjatywie, jaka czeka każdego potencjalnego rzucacza papierosów, a którą chciałbym Wam bardzo polecić:

NIE PALIMY W DOMU.

 


 

O zgubnych czynnikach palenia w domu można pisać i pisać. Najważniejsze to:

1. Zatruwanie nikotyną domowników.

2. Bardzo nieprzyjemny zapach dookoła.

3. Niszczenie mieszkania.

 

Palenie to jest jakiś rytuał, to jest jakiś sposób na relaks. Choćby iluzoryczny. Dlatego tak łatwo wkrada się ono w różne miejsca naszego życia. Dom - jako miejsce w którym spędzamy najwięcej czasu - jest więc bardzo poważnie zagrożony zanikotynowaniem. A jest to coś, przed czym trzeba go koniecznie obronić. Jedynym skutecznym sposobem, aby nam się to udało jest wyzanecznie nienaruszlnej granicy, czyli (niespodzianka!) NIE PALIMY W DOMU.

Bardzo pomocne jest zaangażowanie pozostałych domowników. Jeżeli są niepalący i jeszcze do tej pory nie wyegzekwowali niepalenia w domu, to najwyższy czas, żeby się tym zajeli.

Ja sam przestałem palić w domu, mniej więcej w tym samym momencie, kiedy moi współlokatorzy również się na to zdecydowali. Miał to być oczywiście raczej początek całkowitego wyeliminowania palenia, co w moim przypadku się nie udało. Okazało się jednak, że sama decyzja i jej restrykcyjne przestrzeganie, zaowocowała znacznym ograniczeniem wypalanych papierosów. A także przyjemniejszą atmosferą.

Całkowite rzucenie papierosów może powodować stres, który okaże się zbyt silny. Czasami po prostu się chce zapalić. A taki totalny przymus w przypadku osób o nieco słabszej woli może się okazać bardzo zgubny. Jeżeli natomiast zdecydujemy się na strefę beznikotynową, to z pewnością będzie o wiele łatwiej

Aby sprecyzować: pisząc o niepaleniu w domu, nie mam namyśli tylko fizycznego niepalenia w mieszkaniu. Ale generalnie odstawienia papierosów na cały czas, jaki spędzamy w domu. Czyli jeżeli wracamy z pracy o 16, to nie palimy do 8rano, kiedy to znowu wychodzimy do pracy. Cały myk się uda, jeżeli wyeliminujemy jakieś oszukańcze spacery na papierosa, czy palenie na balkonie. Chociaż jeżeli nie jesteśmy w stanie odstawić nikotyny na kilka godzin, to nawet w takiej sytuacji i tak ograniczymy palenie. Ile razy będzie nam się chciało ronić nikotynowy spacerek?

[Ważne: nie palimy na balkonie]

 

Gwarantuje, że już po dwóch tygodniach odczujemy ogromną zmianę. No i możliwe, że chętniej zaczniemy chodzić do pracy ;-)

Nie jest to oczywiście idealne rozwiązanie, czyli po prostu rzucenie palenia, na dobre ale dobrze przeprowadzona akcja nie palenia w domu, może okazać się bardzo skuteczna. Pomocne mogą się okazać nieśmiertelne rady, o których pisałem już wcześniej. No i jest to świetny wstęp do całkowitego zrezygnowania z papierosów.

 

Generalnie jest to metoda, którą warto przemyśleć. Tak jak napisałem wyżej w moim przypadku okazała się świetna. Przede wszystkim uświadamia, że chęć zapalenia to czyste przyzwyczajenie, które jesteśmy w stanie kontrolować.  Dom też odetchnie.

Acha, no i w takim razie nie możemy mieć paczki papierosów przy sobie. Trzeba ją zostawiać w pracy, albo u woźnej w szkole. :-)

 

 

 

 

sobota, 02 kwietnia 2011
Jak rzucić palenie - wieści z frontu ;-)

Najwyższy czas na reaktywację bloga.

Tym razem zdecydowałem się na trochę prywaty, czyli: w jakim momencie niepalenie jestem. ;-)

 

Pierwszą poważną decyzję o niepaleniu podjąłem dwa lata temu. Ktoś może stwierdzić, że jeżeli moja walka z papierosami trwa tyle czasu, to najpewniej ją przegrałem. Ale ja mam dosyć tych słodkich i idiotycznych opowieści o tym, jak to raz-dwa rzuciło się palenie i już na zawsze. W moim przypadku i podejrzewam, że w przypadku znacznej większości osób palących, proces ten trwa długie lata. Palenie jest nałogiem. Nałóg jest chorobą. To wcale nie jest takie proste sobie z tym poradzić.

I to jest okey. Nie ma co sie dobijać technikami motywacyjnymi, które nie działają. W każdym razie nie zawsze. Drakoński antynikotynowy post też jest sporym stresem, a nieporadzenie sobie z nim nie jest znowu taką zbrodnią. Stąd moja postawa jest znacznie bardziej wyluzowana. Od dwóch lat staram się rzucić palenie i w tym czasie miałem liczne porażki i zwycięstwa.

Najdłuższy czas pernamentnego niepalenia trwał przez trzy miesiące.  Poza tym okresem palę pernamentnie, zazwyczaj z kilkudniowymi (czasem kilkutygodniowymi) przerwami i w bardzo niewielkich ilościach.

 

Jeżeli dwa lata temu normą była jedna paczka L&M-ów na dwa dni, to aktualnie jest to jedna paczka na tydzień/dwa tygodnie. Każdy kto pali wie, jak wielkim zwycięstwem okazuje się już samo ograniczenie ilości wypalanych papierosów. Stąd ja traktuję to raczej jako mój sukces (palę znacznie mniej), a nie porażkę (palę).

Ważne jest jednak to, że ani na moment nie zapominam, że moim celem jest zrezygnowanie z palenie całkowicie. To jest stan do którego dążę i który zazdroszczę niepalącym.

 

 

Co mi w tym przeszkadza?

Dobra, muszę się z tego zwierzyć. Ja najzwyczajniej w świecie od czasu do czasu lubię sobie zapalić. Niestety nie jestem wolny od pewnych stereotypów popkultury, która różnymi obrazami podpowiada, że palić jest jednak cool. I nie mam zamiaru nawet na potrzeby tego bloga, manifestacyjnie dowodzić, że takie mitologizowanie papierosów to czysta głupota. Ja sam nie jestem od niej wolny. Niestety.

Drugi powót to przyzwyczajenie się do pewnych rytuałów. Poranny papieros i kawa. Jak tylko mogę próbuje sobie wyrzuć z głowy obraz tych dwóch minut relaksu przed pracą, ale to nie jest takie proste.

Trzecia, równie ważna przyczyna to czas jaki spędzam w pracy. A dokładnie o fakt, że podczas pracy mam możliwość robienia sobie wielu przerw na papierosa. Przed tym naprawdę ciężko się obronić. Chociaż robię, co w mojej mocy :-)

 

Co dotychczas osiągnąłem?

Teraz kluczowa sprawa. Papierosy palę prawie tylko w pracy, plus bardzo okazjonalnie (raz na miesiąc?) na spotkaniach towarzyskich.

Tym sposobem całkowicie wyeliminowałem palenie papierosów w domu, o czym napiszę więcej kolejnym razem.

Nie muszę się też obawiać mandatu za palenie w miejscach publicznych.

Co ciekawe tym samym, nie działa na mnie wiele nikotynowych mitów. Wspomniana wczesniej poranna kawa plus papieros nie robią na mnie najmniejszego wrażenie, jeżeli poranek spedzam w domu. Wydaje mi się, że fakt ten działa bardzo mocno na korzyść tezy o psychicznych, a nie fizycznych źródłach uzależnienia. A więc palę tylko w pracy i na dziś moim priorytetem jest zminimalizować ilość palonych papierosów w pracy, w czym ma mi pomóc aktualna całkowita odstawka :-)